Oto nasza dzisiejsza kolacja

Dobry wieczór Państwu. Oto najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
- Franciszek Sz. (prawie 7 mies.) wynalazł świetną, wg niego, zabawę w plucie wszystkim we wszystko i wszystkich. Franciszek pluje własną śliną, mlekiem, obiadkiem, deserkiem, soczkiem, wodą-słowem wszystkim, co mu do paszczy wpadnie. Oto on przyłapany na powyższym czynie:


- W/w Franciszek Sz. zawarł nową znajomość z niejakim Zenonem. Znajomość przeradza się powoli w trwałą i prawdziwą przyjaźń:


- Siostra w/w Franciszka, Julia Sz. (wiek taki sam) nie dała się dziś sfotografować, niemniej baaardzo usiłowała dotknąć Małpę wiszącą nad nią na macie edukacyjnej (prawie się udało), wydając przy tym niezwykle ciekawe dźwięki
- Wyżej opisywane rodzeństwo rozpoczęło dziś wspólne dyskusje na tematy tylko im znane, gdyż jak na dzień dzisiejszy, władają jedynie sobie znanym językiem
Dziękujemy Państwu za uwagę i zapraszamy na kolejne odsłony Flash News.
Oto co tata przygotował mamie na kolację (tata świetnym kucharzem jest!!!)

To wcale nie jest pizza

Dzisiaj Jula pierwszy raz z wielkim zainteresowaniem wyciąga rączki do zabawek wiszących nad nią. Kolejny etap za nami (oczywiście 1/2 naszych dzieci) i kolejna umiejętność na koncie Bąbliny. Jakie to niesamowite, że maleńki człowieczek jest taką białą kartą, która w miarę upływu dni, tygodni, miesięcy zapisuje się coraz to nowymi literkami, wyrazami, zdaniami…
To nasz pierwszy Dzień Mamy. Niestety Bąble jeszcze nie potrafią świadomie przytulić się do mamy ale ślą za to mamie uśmiechy i są baaaardzo grzeczne:-)



Wczoraj Franek po raz pierwszy śmiał się na głos. Rozbawiło go mizianie brodą przez tatę po brzuszku. Jula z kolei śmiała się głośno do misia. My pokładaliśmy się ze śmiechu a jednocześnie łzy wzruszenia pokazały się w oczach, bo przecież to są najpiękniejsze chwile w życiu…
Od ponad godziny próbowałam uśpić Franka. Jula zasnęła od razu:

Franek natomiast postanowił robić matkę swą regularnie w balona i gdy tylko ona przekonana była, że Bąbel śpi, strzelał do niej promienny uśmiech, czym, mimo złości, powalał ją na łopatki…

p.s. Po godzinie i 11 minutach opisywany wyżej Fran wreszcie zasnął (i wcale nie udawał)! ufff