eF&Jot blogg

26/10/2008

krzesełka

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 20:07

Uwielbiamy siedzieć w krzesełkach i obserwować co robią rodzice…albo zajmować się swoimi sprawami :-)

23/10/2008

rodzeństwo

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 19:00

W wirze zabawy- włosy rozczochrane, dziki wzork i gile z nosków (nadal przeziębienie trwa)

Jula

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 18:58

Zgodnie z obietnicą zdjęcia Julci:

Zwróćcie uwagę na skarpety z ABSem :-) . Julcia została w takowe zaopatrzona gdyż dziewczyna zaczęła się podnosić do klęku i wstawać :-) .

Jula z ciocio-babcią Kiki:

22/10/2008

Fran

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 20:05

U nas już lepiej. Wszyscy mielismy zapalenie gardła z tym, że u mnie zeszło na krtań więc musiałam posługiwać się migowym językiem w komunikacji z dziećmi i dorosłymi ;-) . Franio miał bardzo wysoką temperaturę i katar a Jula bez temeratury ale większy ropny katar i bardziej zawalone gardło. O mnie nie warto pisać… . A oto Fran w róznych wcieleniach:

Franio-Anioł

Franio-Łobuz (zaplamiony, zaśliniony, rozczochrany ale mega szczęśliwy :-) )

Jula będzie następnym razem :-)

17/10/2008

:-(

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 19:20

Jesteśmy przeziębieni - mnie boli masakrycznie gardło, Julka ma mega katar (na szczęście nie ma gorączki) a Franio pewnie wkrótce załapie. Ja jestem bardzo zestresowana bo panicznie boję się, że wylądujemy w szpitalu (przykre doświadczenia z marcowego zapalenia płuc). A tak się starałam uchronić ich i siebie przed choróbskiem… :-( .

12/10/2008

Teletubisie

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 17:25

NOBLA DLA TWÓRCÓW “TELETUBISIÓw”!!!!!!!!!

Franio i Julka oglądają je póki co niestety tylko 4 minuty ale za to co można w te 4 minuty zrobić (rodzice wymiękają po minucie ;-) )!!!

Tata wytrzymał minutę ;-)

10/10/2008

zagadka

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 19:19

Zawsze ilekroć przekraczam z Bąblami most łączący Pasiekę z Bolko, Julka wpada w trans i rozpoczyna się masakryczna histeria. Od jęków poprzez płacz po spazmatyczny ryk. Jezu, to jest coś okropnego. Dziś wróciłam mokrusieńka i z tego stresu wyleciało mi kilka minut z pamięci bo ni cholery nie wiem jak wróciliśmy do domu. Julka dała z siebie wszystko a nawet wyrobiła 1000 % normy. Teraz z perspektywy 3 godzin dochodzi do mnie, że miałam szczęście, że nikt nie wezwał po drodze policji, bo widząc oburzone miny starszych pań po drodze, było to wysoce prawdopodobne. Nie była to normalna spacerowa sytuacja, bo zdecydowałam się nawet 3 razy wziąć spazmującą Julkę na ręce, przy czym po pierwsze nic to nie dało a po drugie trudno jest iść z jednym dzieckiem na ręku i drugą ręką pchać źle wyważony wózek (z braku 9 kg po jednej stronie) z drugim Potomkiem.

O co kaman???? Nie wiem, może to brak nierówności i jednostajna jazda na wale przy Odrze (to jest z reszta chyba JEDYNE tak równe miejsce w całym mieście) wprawia Julkę w taką wściekłość? Albo brak drzewek tudzież innych przyrodniczych atrakcji? Brak mi pomysłów na rozwiązanie tej zagadki. Proszę o sugestie.

08/10/2008

lubimy

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 18:00

Lubimy:

- wisieć na nogawce mamy i jęczeć “mamma”;

- jeśli akurat nie wisimy na nogawce to koniecznie pędzimy do mamy żeby na owej nogawce zawisnąć;

- mieć mamę “na oku”  bo jak znika z pola widzenia to ani trochę nam się to nie podoba;

- włazić do ubikacji kiedy akurat nie powinniśmy (to a propos namierzania mamy naszym wbudowanym GPSem);

- jak nie wisimy na nogawce to wisimy na kółkach naszego wózka;

- oglądać z tatą świat przez okno a mama ma wtedy 5 minut na porządne naciągnięcie spodni bo za chwilę znowu będziemy na nich wisieć… .

07/10/2008

kilka godzin później

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 13:17

Zazwyczaj o tej porze, a jest 13:15, jest mi trochę lepiej ;-) . Chyba dlatego, że już prawie połowa dnia za nami. Dzisiejszy dzień okazał się do tego być niespodzianką, bo teść mój osobisty zachorował więc jestem sama ze sobą i Bąbelkami … :-) i będzie tak pewnie do końca tygodnia. Za godzinę wychodzę na drugi spacer i nie ważne dla mnie jest czy pada czy bardzo pada ;-) .

wyżalam się

Opublikowane jako: Bez kategorii — admin @ 09:20

Codziennie rano gdy zbliża sie godzina 9  czyli moment wyjścia Taty do pracy, w moim żołądku rośnie megagigawielka gula. Gula ze stresu. Stresu przed całym dniem z Bąblami sam na sam aż do 19:30 albo do ich zaśnięcia. I żeby mnie nikt źle nie zrozumiał, nie boję się własnych dzieci, boję się czy dam sobie radę w ciągu całego dnia. Moje dzieci wymagają uwagi, jak z resztą chyba każde dziecko, tym bardziej, że rozpoczął się etap raczkowania i wstawania przy wszystkim i wszędzie. Czasami marzy mi się chwilka odpoczynku, chociaż 15 minut, szczególnie gdy, jak dziś, wstałam praktycznie o 5:30. Na szczęście jest to wykonalne dzięki teściom ale nie codziennie. Wiem, żalę się ale po prostu czasem mam dość rutyny. Pobudka między 5:30 a 6:30. Karmienie. Ubieranie. Chwilka na zrobienie kawy i 10 minut w łazience (na tym kończy się czas dla siebie). Kombinowanie jak urozmaicić czas Bąblom i usiłowanie uśpienia chociaż jednego z nich (jak są zmęczone, są nie do wytrzymania) a spacerek ok 10/10:30 jak ich szał osiąga apogeum. Te same ścieżki na spacerze dzień w dzień i ok południa wjazd do babci i dziadka. Tam nie jestem już sama więc jest dużo lżej. Około 16 wyjazd na spacerek i drzemkę. Ok 17 jesteśmy w domku i bawimy się do 18:30 bo wtedy się kąpiemy i jemy kaszkę. Dzieci zasypiają między 19 a 19:30. Ja ok 21 denerwuję się, że jeszcze nie jestem w łóżku. Już dawno pożegnałam się z serialami i programami po 21. O 22 śpimy a w nocy na zmianę trzeba wstać do jednego albo drugiego dać pić lub smoka. Bogu dzięki, że robi to Tata bo ja już bym nie dała rady… . Wiem, że dla Was, czytelników, nie wygląda ten dzień tragicznie ale jak się robi dzień w dzień to samo to czasem można mieć dość a jak czasami coś zaburzy ten rytm to już w ogóle tragedia. Zapewne usłyszę teraz lub przeczytam, że przesadzam ale chyba mam czasem do tego prawo???

Nowsze wpisy »

Oparte na WordPress