zagadka
Zawsze ilekroć przekraczam z Bąblami most łączący Pasiekę z Bolko, Julka wpada w trans i rozpoczyna się masakryczna histeria. Od jęków poprzez płacz po spazmatyczny ryk. Jezu, to jest coś okropnego. Dziś wróciłam mokrusieńka i z tego stresu wyleciało mi kilka minut z pamięci bo ni cholery nie wiem jak wróciliśmy do domu. Julka dała z siebie wszystko a nawet wyrobiła 1000 % normy. Teraz z perspektywy 3 godzin dochodzi do mnie, że miałam szczęście, że nikt nie wezwał po drodze policji, bo widząc oburzone miny starszych pań po drodze, było to wysoce prawdopodobne. Nie była to normalna spacerowa sytuacja, bo zdecydowałam się nawet 3 razy wziąć spazmującą Julkę na ręce, przy czym po pierwsze nic to nie dało a po drugie trudno jest iść z jednym dzieckiem na ręku i drugą ręką pchać źle wyważony wózek (z braku 9 kg po jednej stronie) z drugim Potomkiem.
O co kaman???? Nie wiem, może to brak nierówności i jednostajna jazda na wale przy Odrze (to jest z reszta chyba JEDYNE tak równe miejsce w całym mieście) wprawia Julkę w taką wściekłość? Albo brak drzewek tudzież innych przyrodniczych atrakcji? Brak mi pomysłów na rozwiązanie tej zagadki. Proszę o sugestie.