pesymistycznie
niedziela, grudzień 28th, 2008Rok temu, 28 grudnia, nasze dzieci przyszły do domu ze szpitala. Szczerze, to nie pamiętam, co się wtedy działo ani tego, co działo się przez kolejne trzy miesiące. Jedyne, co pamiętam to stres, brak snu i stres raz jeszcze.
Dziś po raz pierwszy od roku poszliśmy do miasta, w którym mieszkamy, razem z M. na godzinkę SAMI bez dzieci. W Gliwicach od czasu do czasu uda nam się wyskoczyć razem na 1,5 godzinki ale to rzadko. Dziś byliśmy i tak cali mokrzy bo musieliśmy załatwić tyle spraw, że w zasadzie nie odpoczęliśmy a wróciliśmy jeszcze bardziej padnięci. No, ale zawsze to wypad tylko we dwoje!
Tak poza tym to mam dość. Padam na twarz o 19:30 i najgorsze jest to, że następnego dnia czeka mnie to samo. Na dworze mróz-brrr, ciemno o 15:30, z dziećmi cały dzień w domu oprócz spaceru. Nie mam czasu dla siebie bo nawet do kibelka lecę tylko wtedy kiedy wiem, że akurat są czymś chwilowo (czyli przez ok 2 min) zajęci. Wszystko robię na czas. A już w ogóle najokropniejsze jest to, że nawet nie ma cienia szans, że to się zmieni w ciągu, bagatela, kilku lat!
Powiało pesymizmem ale tak właśnie się teraz czuję i nie będę udawać, że jest inaczej. Rany, byle do wiosny