pesymistycznie

Rok temu, 28 grudnia, nasze dzieci przyszły do domu ze szpitala. Szczerze, to nie pamiętam, co się wtedy działo ani tego, co działo się przez kolejne trzy miesiące. Jedyne, co pamiętam to stres, brak snu i stres raz jeszcze.

Dziś po raz pierwszy od roku poszliśmy do miasta, w którym mieszkamy, razem z M. na godzinkę SAMI bez dzieci. W Gliwicach od czasu do czasu uda nam się wyskoczyć razem na 1,5 godzinki ale to rzadko. Dziś byliśmy i tak cali mokrzy bo musieliśmy załatwić tyle spraw, że w zasadzie nie odpoczęliśmy a wróciliśmy jeszcze bardziej padnięci. No, ale zawsze to wypad tylko we dwoje!

Tak poza tym to mam dość. Padam na twarz o 19:30 i najgorsze jest to, że następnego dnia czeka mnie to samo. Na dworze mróz-brrr, ciemno o 15:30, z dziećmi cały dzień w domu oprócz spaceru. Nie mam czasu dla siebie bo nawet do kibelka lecę tylko wtedy kiedy wiem, że akurat są czymś chwilowo (czyli przez ok 2 min) zajęci. Wszystko robię na czas. A już w ogóle najokropniejsze jest to, że nawet nie ma cienia szans, że to się zmieni w ciągu, bagatela, kilku lat!

Powiało pesymizmem ale tak właśnie się teraz czuję i nie będę udawać, że jest inaczej. Rany, byle do wiosny

4 Responses to “pesymistycznie”

  1. Asia Says:

    Jak to jakies pocieszenie, to ciocia moze czasem zaopiekowac sie Bablami :) A jak beda starsze, to nawet zostac z nimi na dluzej :) One tez chetnie odpoczna od Rodziców! :)

  2. Dorota Says:

    Zmieni się, zmieni. Jak będą starsze, to łatwiej ci będzie zostawić je z jakimś opiekunem. A potem pomalutku zaczną się więcej same bawić i przynajmniej do kibelka będziesz mogła wejść na więcej niż 2 minuty. I ani się obejrzysz, a pójdą do przedszkola- o, wtedy, to już pól dnia będziesz miała dla siebie (w pracy pewnie;-) ). Głowa do góry, już wiosną będzie lepiej- bo dzien dłuższy, można się więc będzie wybrac przynajmniej na spacer. Mnie też ta wieczna noc i konieczność siedzenia w domu okropnie dołuje. Ale dziś nastrój mam jakby lepszy, to troszkę tego mojego dzisiejszego optymizmu przesyłam do miasta O. :-)

  3. mamba Says:

    Gosia, a nie myślałaś o powrocie do pracy? Tak sobie gdybam, jesteś młoda, pewnie lubisz swoją pracę i chyba nie zdążyłaś się nią znudzić. Ja mówiąc szczerze ze strachem myślę o powrocie do roboty, wtedy to dopiero dostanę w kość, teraz przynajmniej się wysypiam.
    Wiesz, mnie też przeraża to, że przez dobrych kilka lat każdy dzień będzie zaczynał się tak samo - rano zryw do kuchni robić śniadanko, żadnego przeciągania się w łóżku, nawet w niedziele i święta i do wieczora zasuw. No cóż, same tego chciałyśmy;) Musimy poczekać aż pojadą na kolonie.

  4. Lila Says:

    jest już Nowy rok i mam nadzieję że jest już pozytywne myślenie:)

Leave a Reply