Wybudowali i otworzyli ostatnio nowe centrum handlowe dosłownie 3 minuty na piechotę ode mnie. Nie wiem sama czy się cieszyć czy płakać
. Jest w nim Alma, którą uwielbiam od dawna i aż nie mogę się nacieszyć, że jest tak blisko. Niestety zakupy w tychże delikatesach równają się znacznemu uszczupleniu portfela. Wiecie jakie tam są różne różniste herbaty! Kawy! Sery! A ja i herbaciara i kawiara i …hmm fanka serów przeróżnej “maści” jestem więc jestem w Raju J ! Dużo tam też sklepów z ciuszkami dla dzieci jest: Zara, Coccodrillo, Rekids. Mówię Wam, nie mogę się oprzeć po prostu tym pięknym i cudaśnym ciuszkom J ! Prześliczne są zarówno te chłopięce jak i dziewczęce. Ostatnio zachwycałam się płaszczykami i sukienko-tunikami w Zarze i Coccodrillo. No miodzio! Nie tak daleko jest też ulubiony H&M. Tylko żeby jeszcze pieniędzy na to furę mieć
! Ale Matka sobie nie kupi a dla dziecka i owszem. Jestem pewna, że mnie rozumiecie J ! Do tej pory to wszystko było ale albo we Wrocławiu albo w Gliwicach i Katowicach. A teraz nawet się nie zmęczę idąc tam na piechotę. Oby tylko szybko się nie znudziło …
(czego zapewne Mąż sobie w duchu życzy ).
Pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie. Najgorsze w niej jest to, że mam wrażenie, od setki lat pada, pada i pada. Na szczęście do wiosny na pewno już bliżej niż dalej. Spacerki odbywamy codziennie ale cóż to za przyjemność, kiedy ciągle coś pada na głowę. Bąbelki w wózku śpią więc i jest im sucho i cieplutko. Tylko Matka jakaś taka mokra zawsze wraca po spacerku do domu.
W domu już sama nie wiem, co wymyślać, żeby zająć im czas. Zabawki mimo, że są chowane i wyciągane po jakimś czasie na nowo, znudziły się Bąbelkom kompletnie. W ruch poszły teraz gary, pokrywki, woreczki z kaszami i ryżem. Maluchy lubią też “poczytać” książeczki, z czego dumna jest ich Mama, ponieważ sama pochłania książki tonami. Jula przynosi czasami jedną z wielu ulubionych lektur i każe sobie opowiadać, co znajduje się na wskazanych przez nią obrazkach. Franio ma jedną lub dwie ulubione i tylko te go interesują.
A Matka chciałaby już do pracy wrócić. Nie dlatego, że ma dość dzieci. Nie! Ma dość siedzenia w domu. Na szczęście zawód, który wykonuje, wymaga spędzenia w pracy ok. 6 godzin dziennie poza domkiem ale to w zupełności wystarczy. Byle do września! Kto siedzi lub siedział w domu zrozumie. Potrzebuję zmiany. Mimo, że wiosny jeszcze ni widu ni słychu, wprowadzam różne optymistyczne zmiany zarówno w domu jak i na/w sobie. Kolory w domu zostały zmienione z zimowych na wiosenno-letnie. Za tydzień wizyta u kosmetyczki, fryzjera. Wprowadzamy dietę, bo to, co urosło mi tu i tam to zbytnia przesada! Trzymajcie kciuki za powodzenie operacji WIOSNA! J
I jeszcze jedno - postanawiam się poprawić w kwestii bloga, tzn.częstotliwości wpisów bo baaardzo Was znaiedbałam
Do niedawna posiadaliśmy jedno takie cudowne autko i … to był błąd. To znaczy błędem było, że jedno
. Emilka nasza kochana pożyczyła nam na szczęście drugi model. Wybawiła nas tym samym od ciągłych kłótni o to kto w danym momencie ma jechać. Teraz Bąbelki rajdują po całym domu. Jula na zdjęciach ma smutna minkę bo ona jeszcze nie potrafi sama odpychać się nóżkami i płacze głośno kiedy chce sie przemieścić. Jula małą wymuszaczką jest tak przy okazji
. Rodzice się nie dają choć czasem ciężko jest ale nie możemy przecież wychować potworka na własnym podwórku ;-).



