I znowu byliśmy w Gliwicach i znowu padało. na szczęście przez chwilę wyszło słonko więc poszliśmy do ogrodu.

A tam niespodzianka! Piękny, kolorowy domek nam Dziadkowie sprezentowali
!

Przyszła do nas Emilka i świetnie się bawiliśmy.




Julcia pierwszy raz malowała pastelami. Pełne skupienie.


Miniony weekend spędziliśmy w Gliwicach. Najpierw odwiedziliśmy naszą kochaną sąsiadkę Emilkę
. Zabawy, pisków i śmiechu było mnóstwo!

Potem wyszliśmy na dwór ale chyba deszczyk nie każdemy przypadł do gustu
.

Więc wrócliliśmy do domu, włączyliśmy Teletubisie i humorki od razu się poprawiły.

Następnego dnia pogoda była piękna więc raniutko wyszlismy do ogrodu. Franio zapoznawał się z roślinkami…

…a Jula (jak widać w towarzystwie
)świetnie bawiła się w pisakownicy.

Mamuśka próbowała czytać…głównie próbowała
.

Jula nauczyła się wiele nowych rzeczy.

A potem pojechaliśmy do Opola na urodziny Babci D. i taki oto kwiat wnuki wręczyły solenizantce.

Oto nasza kochana Lolusia
.

Lola codziennie jest karmiona przez swoje Bąbelki.


A tego zdjęcia po prostu nie mogłam nie wkleić :-)))) .

Tadam! Oto nowy płot, zrobiony od podstaw przez Dziadka M.i przyszywanego Dziadka B. aby dzieciaki mogły się bezpiecznie bawić i Matce nie uciekać (to chyba przede wszystkim
).


Jula wygląda ostatnio jak prawdziwy rozbójnik. Szrama na prawym policzku, siniak (po pamiętnym upadku z wózka) na prawym, zadrapana rączka … ech! Wbrew pozorom to ona łobuzuje bardziej niż Franio.

Czy wspominałam już kiedyś, że uwielbiam czytać? Jeśli nie, to właśnie to robię. Czytam różne książki i te o życiu i kryminalne. Czytam, bo mnie to relaksuje. Nawet nie przypuszczałam, że wkręcę się w serię “o wampirach”, bo fantastyki tego rodzaju nie lubię. A jednak! Połykam teraz drugi tom. Pierwszy początkowo męczyłam pełna sceptycyzmu ale w pewnym momencie połknęłam haczyk i bam, stało się. Nie mogę się oderwać i polecam wszystkim, którzy chcą się odprężyć przy lekkiej i przyjemnej lekturze.
Oto nasz prywatny mini raj. Nie próbuję nawet opisać zapachów, które mieszają się w tym pięknym ogrodzie ale myślę, że nie jest Wam trudno sobie ich wyobrazić.








Pamietam, że jak dzieci się urodziły to mówiłam sobie “niech oni już będą w domu” (w szpitalu spędzili prawie 2 miesiące z racji wcześniactwa). Potem “niech oni nie jedzą tak często, szczególnie w nocy bo umrę z niewyspania”. Następnie marzyłam “niech oni już przekręcają się sami na brzuszek i plecki”. Po czym “niech oni już siedzą”. Jak usiedli to matka mówiła w myślach “niech oni już raczkują”. Jak już raczkowali to było “niech oni już stoją”. Stanęli i matka wymyśliła “niech oni już chodzą”. Jak zaczęli chodzić oboje to matka modli się” niech oni już mówią żebym rozumiała o co im chodzi”. Za każdym razem myślałam (o ja naiwna!!!!), że będzie łatwiej jak już opanują kolejną wymarzoną przeze mnie umiejętność. Teraz nie ukrywam, że żałuję niektórych “niech oni już…” choćby z tego względu, że przedwczoraj zaliczyliśmy pierwszą wizytę na urazówce z Julą, którą prawdopodobnie brat z wózka (na szczęście w przedpokoju) wyrzucił. Jula bachnęła, rozdarła się niemiłosiernie, nagle zasnęła i wyrzygała się spektakularnie. Ja zeszłam na zawał prawie i już chyba przestanę sobie marzyć żeby “oni już cośtam opanowali” bo łatwiej nie jest z całą pewnością a czasy gdy leżeli i się nie ruszali należą do chyba najspokojniejszych w moim życiu
.
A poniżej foto z kąpieli, która to odbywa się już regularnie w dużej wannie i sprawia maluchom dużo radości:

Spędzamy nasz długi weekend w domu, ponieważ M. musiał dziś być w pracy. Wczoraj odwiedziliśmy naszą rodzinkę w Szczedrzyku ok 25 km od nas. Piękne tereny, piękny nowy dom. Czułam się jak na wakacjach. Niestety Jula nie za bardzo była zmianą otoczenia zachwycona i po 4 godzinkach musieliśmy wrócić do domku. Ale było bardzo fajnie i przyjemnie
. Dziś z kolei my mieliśmy gości. Był u nas mój 4-letni chrześniak Kacperek z rodzicami. Wcześniej odwiedzili nasze piękne zoo i Mały był zachwycony (szczególnie gorylami, które jadły banana i piły Coca Colę - tak naprawdę to w butelce Coca Coli był specjalny napój dla nich ale żeby uciecha dzieciaków była większa, opiekunowie goryli podają go w butelce po Coli
). Polecamy nasze zoo wszystkim, którzy chcą miło spędzić czas ze swoimi dziećmi!