Wrocław
Zrobiliśmy wczoraj krótki wypad do Wrocławia do wujka Kuby (mojego brata-braciszka
). Cudnie było!
Spacerowaliśmy po rynku i wydawało się, że szybko nam zleci taki spacerek…a tu niespodzianka! Tyle się działo i tyle było miejsc do zobaczenia (po raz kolejny wprawdzie ;-)), że dość długo tam zabawiliśmy.
W tej kamienicy jest jedno okno namalowane. Kto zgadnie które?
Zatrzymaliśmy się przy bajkowym przystanku i z ciekawością oglądalismy przedstawienie.
Potem zgłodnieliśmy i poszlismy na pyyyszne naleśniki. Każdy pałaszował swojego
- tzn dzieci jednego na pół plus po troche od każdego z rodziców.
Następnie dzieci wysiadły z wózka i samodzielnie dreptały po rynku, z tym, że Jula oczywiście chodziła swoimi ścieżkami a Franio grzecznie z mamusią za rączkę
Kiedy dotarliśmy do fontanny, dzieci oszalały z radości! staliśmy tam i staliśmy…
Jak widać na zdjęciu poniżej Jula niechętnie odchodziła od fontanny ;-). Na zdjęciu kolejnym już zamaszystym krokiem maszeruje przed siebie a tata krok w krok za nią.
Podziwialiśmy mini ratusz dla niewidomych, przy którym opis jest w języku Braille`a. Cudo!
Dzieciaki porozmawiały z kransnalami. Wreszcie znalazł się ktoś stojący i mniejszy od nich
Po długim spacerku pojechaliśmy do mieszkania wujka Kuby. Zjedliśmy obiadek - w zasadzie to drugi obiadek dzieciaki wsunęły
Mówię Wam, taras tej wielkości i do tego z trawą najprawdziwszą to jest to dla maluchów!
Wujek nie zdążył skosić owej trawy ale i tak było cudnie bo słonko świeciło a woda z sokiem malinowym była pycha!