Cudaki
czwartek, sierpień 27th, 2009
Tak podróżujemy:
A takie mamy widoki po drodze do dziadków w G.
Emilka, Julka i Franio - forever friends
Ostatnio Bąbelki potrzebują nie tylko swojego wzajemnego towarzystwa. Do ich “paczki” dołączył jeszcze ktoś
.
Dzisiaj zaświeciło się światełko w tunelu, ponieważ Julcia płakała, płakała i płakała ale…w końcu przestała i jedynie pochlipywała. O dziwo, a w zasadzie nie o dziwo, bo powinniśmy się tego spodziewać, ostoją był Franio. Trzymała się go jak ostatniej deski ratunku. Bąbelki zaprowadza do Szkrabów od wczoraj tata, bo mama chyba nie nadaje się do tego aby dzieci zostawić i sobie pójść, słysząc ryk jednej z latorośli. Tak jest łatwiej.
A ja powoli przygotowuję się do powrotu do pracy, przypominam sobie pewne sprawy, czytam i uczę się nowości. Czas ucieka szybko a 1 września zbliża się nieubłaganie
.
Jesli chodzi o Bąbelki i ich postępy, to z radością mogę napisać, że zaczęli mówić pierwsze wyrazy. Są one wprawdzie jeszcze lekko “zniekształcone” ale można już zrozumieć o co chodzi. Uwielbiają zabawy klockami i z pluszakami. Jula ma swoją najukochańszą podusię, bez której na moje nieszczęście
, nigdzie się nie rusza (podusia, jak łatwo się domyślić, jest lekko brudna ale co tam! ważne, że to ta ukochana
).
Franio ma swojego wieeelkiego misia, z którym tarza się po podłodze i rzuca się na niego w przypływie uczuć i tuli i tuli i tuli… . Poza tym hitem dla obojga jest Noddy. Zresztą ja też lubię tą bajkę, jest taka pozytywna i kolorowa. Jeśli chodzi o książeczki, to ulubione są te o Noddym właśnie, o biedroneczce, Bincie i Lalo. Każda książeczka w sumie jest dla nich ciekawa, co mnie cieszy bo ja też mol książkowy jestem.
Fajnie tak na nich patrzeć, jak się zmieniają prawie każdego dnia, jak cieszą się z drobażdżków, jak śmieją się bo ja się do nich śmieję. Ech, rozczuliłam się zdziebko
.
Udziela mi się już stres związany z powrotem do pracy i bynajmniej nie praca jest jego powodem. Kończy się chyba jeden z najważnejszych etapów w moim życiu, czas z dziećmi. Smutno mi troszku (a tak naprawdę to baaaardzo), że to już koniec. Teraz nasze życie będzie przypominało galop - praca, dzieci, praca, dom, dzieci, praca itd. Jakoś będę musiała się przyzwyczaić. Najgorzej będzie na początku.
Poza tym, kolejnym stresogennym czynnikiem w moim życiu, jest fakt, że Jula za Chiny Ludowe nie chce beze mnie zostać w Akademii Szkraba. Ryczy, wyje, wpada w histerię, spazmy. KOSZMAR!!! Mam wrażenie, że przechodzi okres maminy i niestety zbiegło się to z koniecznością zostawiania pod opieką innych osób poza mamą, tatą, dziadkami, Asią. Franio natomiast “ma gdzieś”, że mama wychodzi i jej nie ma. Spokojnie bawi się ze mną i beze mnie. Próbujemy cały czas. Teraz zaczęła się największa “rzeźnia” bo wychodzimy i zostawiamy ją na dłuższy czas. Nie muszę chyba pisać, co dzieje się z moim sercem i żołądkiem w tym czasie…
Jula ma zapalenie ucha a Franio… zapalenie oskrzeli :-(((( . Nie ma to jak zaplanować okres adaptacyjny w Akademii Szkraba!