paskudztwo
Jakieś ohydne, wstrętne i okrutne wiruszysko napadło na Frania 2 dni temu. Zaczęło się wieczorem już po zasnięciu. Wymioty i marudzenie były pierwsze. Rano przyszła bardzo wysoka temperatura i nie odpuszcza do teraz czyli już 24 godziny z nią walczymy. Lepiej jest przez ok 2 godzinki po podaniu czopka. Matka miała jechać na wycieczkę z ukochanymi koleżankami pracowymi, nawet była pomysłodawczynią tejże no i pech sprawił, że przez wstrętnego wirusa siedzi teraz w domu i tuli chudziutkiego Frania (nie je od 36 godzin, na szczęście pije) zamiast wariować w drodze do W. No cóż, taki już los Mamusiek
. Życzcie nam poprawy i powrotu do zdrowia! My życzymy tego Trusi i wszystkim zainfekowanym przez choróbska dzieciaczkom!