Tak małe dzieci, jak nasze, nie rozumieją, co się teraz dzieje. Nie znają jeszcze tak ogromnego smutku i rozpaczy, która ogarnia w obliczu tak okrutnej tragedii. Serce mi się ściska gdy pomyślę, że już za jakiś czas zrozumieją te uczucia i ich świat nie będzie już tak kolorowy jak jest teraz… .
Poszliśmy dzis z nimi do zoo. Pierwszy raz w tym sezonie. Było cudownie. Reakcje na zwierzęta, które znaja tylko z książeczek, były niesamowite.



Wypożyczyliśmy specjalny wózek aby dzieciaki mogły odpocząć pomiędzy jednymi wybiegami a drugimi.

Na pierwszy rzut poszły małpy. Piski i zachwyt były ogromne. Małpki jeszcze zamknięte, były bardzo zainteresowane dwójką ciekawskich dzieciaków.

Spełniło się marzenie Frania o spotkaniu oko w oko z “kotkiem”



Goryle również zamknięte były w swoim mieszkanku więc mogliśmy je zobaczyć z bardzo bliska. Nie powiem, przeraziły nas te ogromne, monstrualne wręcz zwierzęta.

Chwila odpoczynku w powozie

W naszym zoo jest kilka przefajnych i bezpiecznych placów zabaw (nie ma obawy, że w piasku znajdziemy psie fekalia
). Będziemy tam chodzić regularnie bo miasto nie oferuje niestety placów tego typu.


Na koniec przesympatyczne żyrafy

Dzieciaki rosną jak na drożdżach mimo, że drożdży im nie serwujemy
no chyba, że drożdżowe babki. Mówią coraz więcej, dyskutują po swojemu ze sobą i z nami. Wreszcie można wyjść na plac zabaw, pospacerować i nawdychać się świeżego powietrza. Nasz okres chorobowy mam nadzieję jest za nami, choć teraz ta pogoda w kratkę sprzyja przeziębieniom. Bąbelki uwielbiają rysować, kolorować ale ponad wszystko kochają wspólne zabawy, gdy gonią się, piszczą, skaczą. Wzruszające są momenty, kiedy jedno coś zrobi drugiemu i potem przeprasza, przytulając się mocno.
Problemem obecnie są chwile, kiedy zabierają sobie zabawki i wówczas jedno z nich przeobraża się w wyjącą syrenę, która bynajmniej nie cichnie po kilku sekundach. Problemem są spacery bez wózka. Ja sobie nie radzę jeszcze sama bo nie mam na tyle siły, żeby unieść w chwilach, kiedy następuje bunt, oboje jednocześnie, ponieważ zazwyczaj jedno chce iść a drugie nie. Albo jedno chce w prawo a drugie w lewo - klasyczny przykład. Tata radzi sobe zdecydowanie lepiej bo ma więcej siły. Wkurza mnie ta niemoc
. On sobie z resztą zdecydowanie lepiej radzi, co jak sądzę, związane jest z tym, że dla niego nic nie jest problemem, w przeciwieństwie do mnie
. Mam wrażenie, że moje dzieci ostatnio non stop coś na mnie wymuszają a kiedy nie dostają czego chcą (bo tak też często jest), drą się jakbym nie wiadomo co im robiła. Wiem, że jest coś takiego jak bunty ale ciężko mi znieść tego typu sytuacje razy dwa. Wyżaliłam się trochę ale tak jest. Boję się, co będzie dalej, czy poradzę sobie z problemami wychowawczymi, które pojawią się na kolejnych etapach ich rozwoju. Tak bardzo chciałabym Ich wychować na dobrych i wrażliwych ludzi. Słuchając i oglądając czasem różnego typu programy dotyczące dzieci i ich wychowania ( Nianie wszelkej maści i treści), narasta we mnie strach, że moje dieci właśnie takie będą a ja będę matką, która nie da sobe rady z własnymi pociechami. Rany ale “kolorowy” wpis! No cóż, w końcu każdy ma gorsze dni, prawda?
W takich momentach na bok odchodzą nasze sympatie i antypatie. Pozostaje współczucie dla tych, którym los zabrał kogoś bliskiego w tak nieoczekiwany i okrutny sposób.
Już wkrótce wznowienie zapuszczonego do granic możliwości bloga przez Matkę. Aż wstyd się przyznać! Już w weekend kilka aktualności dotyczących F&J
. Zapraszamy ponownie!