W zasadzie nie wiem jak ich nazwać bo kuzynostwem nie są, ponieważ zdjęcie przedstawia dzieci moje i moich kuzynek. Może ktoś zna nazwę tego stopnia pokrewieństwa?
Zdjęcie zostało zrobione na ostatnim naszym zjeździe rodzinnym w komplecie, bodajże 9 maja. Od lewej stoją: Kacperek, Maja, Jula, Marysia i Franio

A tutaj Franio z “kuzynką” Marysią z Krakowa, która teraz pojechała na dłużej do Belgii :-). Mamy nadzieję, że czas szybko minie i już niebawem się zobaczymy!

Jakiś czas temu odwiedził nas wujek Oman i ciocia Asia. Kiedy wujek chwalił się nowym tatuażem, dzieci oniemiały, co jak się domyślacie jest rzadkością!


To był wczesny ranek, kiedy jeszcze na dworze było czym oddychać i stąd te kapturki na główkach. Tata zabrał dzieciaki w niedzielę na spacerek kiedy mama jeszcze słodko spała
.

Obowiązkowo odwiedzili fontannę, która jest stałym punktem naszych spacerów. Fran jest mega fanem wszelkiego rodzaju fontann.



Tu jeszcze przy swojej ulubionej fontannie:-)

Oto w jaki sposób przeżyliśmy najgorętsze dni tego lata:



Tegoroczne wakacje spędziliśmy z Dziadkami, wujkiem i ciocią w Hajduszoboszlo na Węgrzech. Było pięknie i gorąco. Mieszkaliśmy w pięknej chatce z miejscem na grilla, kociołek i letnią kuchnią:








Odwiedziliśmy lokalne restauracje. Wystrój piękny, jedzenie gdzieniegdzie średnie ale też trafiliśmy na pyszną kuchnię węgierską, szkoda tylko, że w ostatni wieczór
.

Jula zażywała z dziadkami zdrowotnych kąpieli, Franio nie chciał za żadne skarby.

Franio najchętniej pluskał się w … brodzikach z lodowatą wodą wokół basenów

Jula wybierała częściej takie oto baseny:

A to właśnie przed super knajpą z pyysznym jedzeniem

Niestety wracając, dopadła nas na granicy węgiersko-słowackiej okropna burza gradowa. Oto co padało z nieba. Bogu dzięki, że udało nam się dosłownie w ostatnich sekundach ukryć pod dachem na stacji benzynowej. Ci, którzy nie zdążyli, wrócili z albo pojechali na wakacje z porozbijanymi szybami i wgniecionymi dachami.

Dach peksy po gradobiciu na stacji beznynowej:

