Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

tiramisu

sobota, luty 20th, 2010

Jeśli chcecie uprzyjemnić sobie dzisiejszy wieczór lub jutrzejsze popołudnie, polecam deserek Tiramisu. Mówię Wam, mało roboty a niebo w gębie!

składniki:

3 jaja

1 serek Mascarpone

cukier waniliowy

kubek mocnej kawy

kieliszek Amaretto

biszkopty języki (wg mnie najlepsze są z Lidla)

 

W jednej misce ubij 3 białka. W drugiej zmiksuj 3 żółtka, serek mascarpone i cukier waniliowy. Połącz delikatnie białka z masą. W misce lub głębokim półmisku układaj na zmianę warstwę masy i biszkopty maczane z 2 stron w kawie z Amaretto. Wstaw do lodówki na ok 3-4 godziny. Po wyjęciu posyp czekoladą kakaem, czymkoliwek dla ozdoby. PYCHA!!! Smacznego :-)

miszmasz

sobota, luty 20th, 2010

Czuliście przedwczoraj wiosnę??? Fakt, było mokro i troszkę posępnie ale ja naprawdę czułam tą upragnioną, zieloną, pachnącą i śpiewającą wiosnę! Wszystko od razu inaczej wyglądało i do pewnych spraw podejście też było inne :-) . Mam nadzieję, że to już faktycznie kwestia 2 czy 3 tygodni i zapach wiosny permanentnie unosić się będzie w powietrzu.

A co u nas? Ano bez zmian :-) . Ha, ha, ha, tak, nadal katarzymy i czasem kaszlemy, wszyscy, na zmianę. Kiedy jedni kończą, pozostali zaczynaja i tak wkoło Macieju. Do niedawna myślałam, że zwariuję z tego ale już się przyzwyczaiłam i uznaję ten stan rzeczy za normę ;-) . Obecnie Jula jest w trakcie antybiotyku (kolejnego, bo poprzedni za krótko dostawała i nastapił nawrót choróbska), Franio dzielnie trzyma się bez a ja mam zapalenie krtani, z tym, że w fazie “bliżej końca niż początku”. Tata zaczął dzisiaj znowu katarzyć i skarżyć się na gardło. Skończę juz może ten wątek, bo szkoda Waszych oczu Kochani, na czytanie naszej historii chorobowej ;-) .

Dzieci mówią i mówią, ciągle pytają “Cio to jeś?” i człowiek się dowiaduje dzięki temu o przedmiotach istniejących wokół niego, o których nie miał zielonego pojęcia wcześniej, a przynajmniej nie miał pojęcia o ich nomenklaturze :-) . Biegają, gonią się, tarzają, wrzeszcą, piszczą, śmieją się razem na głos. Cudnie na nich jest tak patrzeć. Etap pt “Ja śiam/a” też już do nas zawitał. Mnie to odpowiada, bo moje dzieci muszą byc przecież samodzielne, a każda sprawa, nawet ubierania spodni przez nich samych, to przecież o jedną czynność mniej dla mnie (razy dwa-nadmieńmy ;-) ).

Franio z pasją liczy wszystko, co się da, albowiem nasz niespełna 2,5 latek liczy do 10. Oprócz tego nazywa wraz z siostrą kolory i uwaga: potrafi z moją niewielką pomocą powiedzieć alfabet. Ha! Ależ pękam z dumy ;-) . A tak poważnie to faktycznie ów alfabet recytuje, a co więcej, odczytuje literki w wyrazach które są wszędzie: na płatkach, na graffiti, na wózku, w książeczce. Osobliwe to hobby jak na tak małe dziecko, przyznacie? :-) .

A ja czytam, czytam i czytam. Uwielbiam Jodi Picoult. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Polecam wszystkim mamom i oczywiście nie tylko mamom ale kobietom w szczególności. Dorotka napisała we wczorajszym wpisie o tym, że chętnie wraca do Jeżycjady. Ja również! Świat Borejków i wszystkich bohaterów tej serii jest tak piękny, mimo szaroburych czasów, w których wszystko ma miejsce, że nawet kiedy pomyślę o tamtej rzeczywistości, jakieś ciepełko mnie przyjemnie otula.  Chyba dziś też zajrzę do jednej z części opowieści o Borejkach. Wiem! I może ugotuję albo upiekę coś, co mama Borejko serwowała swojej rodzinie - tu polecam “Łasuch literacki” Małgorzaty Musierowicz. Jest to zbiór przepisów na wszystkie smakowitości przygotowywane przez jej bohaterów w poszczególnych tomach “Jeżycjady”. Deserem do każdego dania jest zabawna historyjka albo przypomnienie, na jakich to uroczystościach dana potrawa pojawiła się u Borejków.

Wieczorem natomiast wybywam na babski wieczór do jakiegoś przyjemnego miejsca na kawkę, winko i potem do kina na “Ghostwritera”. Wam też życzę udanego, sobotniego wypoczynku! :-)

P.S. Agatko JOT ;-) , prześlij proszę mi na maila hasło do Waszego bloga bo się zagapiłam i nie poprosiłam, kiedy był na to czas. Bardzo ładnie proszę :-)

dziwnie

piątek, luty 5th, 2010

Strasznie dziwnie się czuję, bo zostałam sama z Franiem. Jula pojechała z tatą do pana doktora (znacie jakieś dziecko, które drze się, że chce do pana doktora? Nie? Owszem znacie :-) To Jula.)  Jula była przeziębiona ale wydawało się, że przeszło. Aaaa, nieprawda! Nie przeszło. Obeszło wokół i z hukiem wróciło! Jula od godziny 13 do teraz non stop kaszle. Potraficie to sobie wyobrazić? Oczywiście tak długi kaszel związany jest ze zwracaniem treści żołądkowej, żeby było jeszcze weselej. Skąd się to wzięło? Ni cholery, nie mam pojęcia, tym bardziej, że dziecko żywotne jak nigdy, apetyt dopisuje. Zagadka tygodnia (tygodnia, bo śmiem przypuszczać, że następny tydzień przyniesie kolejne “zagadki” :-) )!.

Zaczęłam od tego, że się dziwnie czuję będąc sama z Franiem. Ludzie, ja nie czuję że dziecko mam! Jakie dziecko? Siedzi grzecznie, ogląda bajkę albo bawi się klockami. Poważnie, nikt, kto ma jedno małe dziecię na stanie nie może być zmęczony, wykończony itp. itd. Dopiero teraz widzę tą różnicę i zaczynam rozumieć niektóre koleżanki, które dziwnie na mnie patrzą, kiedy opowiadam o tym, co się u nas dzieje i dlaczego mam dość. One po prostu mają lajcik, nie życie ;-) !

jesteśmy:-)

piątek, luty 5th, 2010

Wiem, wiem. Baaardzo długo nas tutaj nie było. Wina to moja oczywiście bo “nicmisieniechce” jak sie włączyło w styczniu tak trzyma do dziś. Chyba ma to coś wspólnego z pogodą i aurą ;-). Od 3 tygodni chorujemy. Zaczęło się od bardzo mocnego przeziębienia, czerwonych gardeł i zapchanych nosków. Potem to cudo przeszło na rodziców, żeby teraz (po tygodniu) przeobrazić się w zapalenie krtani u Frania, kaszel pt niewiadomoocochodzi u Juli i również infekcję u rodziców. Czy to się skończy szybciej niż nadejdzie lato??? Nie musicie odpowiadać :-) .

Dzieciaki mimo infekcji żywotne jak zwykle. Wczoraj np przed kąpielą rozebrałam ich oboje na raz, czego nigdy nie robię bo najpierw jedno potem drugie obsługuję (taśmowo :-) ). Powiedziałam do nich: “Ale z Was golasy !”. Podłapali błyskawicznie, bo coraz więcej mówią i …dawaj zaczęli rundy po mieszkaniu wrzeszcząc jeden przez drugiego :”golasy, golasy!” . Cudowne są takie chwile. Długo tak biegali, oj długo, bo nie mogłam się nacieszyć tym widokiem.

Jula coraz więcej siada na nocnik. Właściwie ostatnio co chwilę przychodzi z nocnikiem i mówi że chce siusiu. Jak mówi, tak robi. Franio na razie tylko obserwuje ale widzę, że przynajmniej zaczął się tym zjawiskiem, jakim jest nocnik, interesować :-) .

Od około miesiąca królują u nas kształty i zwierzęta oraz oczywiście związane z tym dźwiękonaśladownictwo. Słodko pokazują jak robi np motyl :-) . No bo jak robi? ;-) A oni wymyślili. Sądzę że to dopiero początek ukazywania wyobraźni małych dzieci. Już nie mogę się doczekać co pokażą lub wymyślą za chwilę :-) 

Pierwszy Dzień Świąt

poniedziałek, grudzień 28th, 2009

W pierwszy Dzień Świąt odwiedziliśmy Emilkę (Mikę-tak mówią dzieci) i ciocię Asię oraz wujka Roberta.

Zabawy było mnóstwo. Franio wolał samemu odkrywać nowe miejsca.

Jula nie odstępowała Emilki na krok. Dziewczynki ślicznie się razem bawiły.

Jak widać Jula jest wpatrzona w Emilkę jak w obrazek, co widać poniżej :-)

nie mogę nie wspomnieć o makabrycznym bałaganie, który po sobie zostawiły dzieciaki ;-) . Mamy nadzieję, że Mika nas jeszcze kiedyś zaprosi ;-)

P.S. Wczoraj z kolei odwiedziliśmy ciocię Agę, wujka Olka, Martynkę i Tymka. Bałagan to mało powiedziane żeby określić to, co dzieciaki narobiły właśnie tam, więc zaczynam się obawiać, że w ten sposób, nikt nas już nigdy do siebie nie zaprosi ;-)

wigilia 2009

poniedziałek, grudzień 28th, 2009

Wiem, wiem, pierwsze zdjęcia nie są bynajmniej wigilijne ale po prostu musiałam uwiecznić swoją fryzurkę świąteczną ;-)

Taaaka wielka choinka stoi u Dziadków w O. Dzieciaki w przeddzień wigilii nie mogły się nadziwić i nacieszyc tak ogromnym drzewkiem!

A tutaj już przygotowania do wigilii u w/w Dziadków.

Franio oczywiście, jak to facet, miał gdzieś przygotowania i beztrosko się huśtał :-)

Tak głośno krzyczeli “amu” , co oznacza “jeść”, że barszczyk rozlał się prawie na stół wigilijny ;-)

Po pierwszej naszej wigilii, wsiedlismy w autko i pojechaliśmy do Dziadków do G. na drugą wigilię. 

Prezenty pod choinką zrobiły duże wrażenie na Dzieciakach. Nie mogli się zdecydować od czego zacząć….

 

Fran

poniedziałek, grudzień 28th, 2009

Nie moglismy już patrzeć na fryzurę (jeśli można to było nazwać fryzurą ;-) ) Frania więc w końcu wzięliśmy maszynkę i, nie powiem, całkiem nieźle nam wyszło :-)

 

życzenia

środa, grudzień 23rd, 2009

Po pierwsze, życzymy naszemu najkochańszemu Tatusiowi wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :-) Aby jego boska cierpliwość nie miała granic (jak też jest do tej pory ;-) ) i aby był tak cudownym Tatusiem jakim jest dla nas cały czas!!!

Po drugie, życzymy Wam, wszyscy nasi blogowi znajomi i przyjaciele, aby te Święta były zdrowe, spokojne i zaczarowane! Niech będą tak piękne jak są dla każdego dziecka!!!

tuż tuż

poniedziałek, grudzień 21st, 2009

Święta za pasem! Hurrra! Jeszcze tylko jeden dzień do pracy i wolneee! Yuppi :-)))) Cieszę się na święta,jak dziecko,bo uwielbiam Boże Narodzenie. Dwie wigilie, dwie choinki, podróż pomiędzy. To ma swój urok. Wczoraj tylko powiało grozą, bo Fran jakis taki niewyraźny był, stan podgorączkowy miał i mętny wzrok. Na szczęście dziś po tychże objawach nie było ani śladu. Ufff, już miałam wizję, której nie będę opisywać ;-) . Cieszę się bardzo, że póki co jeździmy do Rodziców jednych i drugich na święta i w zasadzie nie mam nic do gotowania.Myślę, że jeszcze ten moment nadejdzie, kiedy to do nas wszyscy będą się zjeżdżać ;-) . Póki co delektuję się perspektywą magicznych świąt z Bąbelkami na pokładzie :-)

choinka

niedziela, grudzień 20th, 2009

Wczoraj, jak wiemy było baaaardzo zimno. W związku z tym nasze autko rano nie chciało odpalić (dieselek ;-) ). W planach mielismy zakup choinki więc wyglądało na to, że nie damy rady tego planu wcielić w życie. Na szczęście, po jakims czasie udało się i Tata pojechał po choinkę. Nie muszę chyba pisać jak wielka była radość, kiedy dzieciaki zobaczyły, co Tata wyciąga z bagażnika ;-) . Lampki, bombki, zabawki choinkowe wzbudzały taką ekscytację i radość, że aż żałuję, że można to mieć tylko raz w roku. Oczywiście Bąbelki same przywieszały niektóre ozdoby … i nadal to robią, bo od czasu do czasu podchodzą do choinki i przewieszają, zawieszają. Najczęściej wszystkie zabawki znajdują się na jednej gałązce (zauważcie na zdjęciu choinki po prawej stronie :-) ). No cóż, taka wizja artysty ;-) Dodam jeszcze, że choinka jest bliźniacza, tzn. tak naprawdę w donicy są dwie choinki, tyle, że jednej nie widać od razu bo jest mniejsza. Mimo, że choinka jest troszku krzywa, fakt, że jest “podwójna” (z wiadomych względów ;-) ) jest ważniejszy!