Czuliście przedwczoraj wiosnę??? Fakt, było mokro i troszkę posępnie ale ja naprawdę czułam tą upragnioną, zieloną, pachnącą i śpiewającą wiosnę! Wszystko od razu inaczej wyglądało i do pewnych spraw podejście też było inne
. Mam nadzieję, że to już faktycznie kwestia 2 czy 3 tygodni i zapach wiosny permanentnie unosić się będzie w powietrzu.
A co u nas? Ano bez zmian
. Ha, ha, ha, tak, nadal katarzymy i czasem kaszlemy, wszyscy, na zmianę. Kiedy jedni kończą, pozostali zaczynaja i tak wkoło Macieju. Do niedawna myślałam, że zwariuję z tego ale już się przyzwyczaiłam i uznaję ten stan rzeczy za normę
. Obecnie Jula jest w trakcie antybiotyku (kolejnego, bo poprzedni za krótko dostawała i nastapił nawrót choróbska), Franio dzielnie trzyma się bez a ja mam zapalenie krtani, z tym, że w fazie “bliżej końca niż początku”. Tata zaczął dzisiaj znowu katarzyć i skarżyć się na gardło. Skończę juz może ten wątek, bo szkoda Waszych oczu Kochani, na czytanie naszej historii chorobowej
.
Dzieci mówią i mówią, ciągle pytają “Cio to jeś?” i człowiek się dowiaduje dzięki temu o przedmiotach istniejących wokół niego, o których nie miał zielonego pojęcia wcześniej, a przynajmniej nie miał pojęcia o ich nomenklaturze
. Biegają, gonią się, tarzają, wrzeszcą, piszczą, śmieją się razem na głos. Cudnie na nich jest tak patrzeć. Etap pt “Ja śiam/a” też już do nas zawitał. Mnie to odpowiada, bo moje dzieci muszą byc przecież samodzielne, a każda sprawa, nawet ubierania spodni przez nich samych, to przecież o jedną czynność mniej dla mnie (razy dwa-nadmieńmy
).
Franio z pasją liczy wszystko, co się da, albowiem nasz niespełna 2,5 latek liczy do 10. Oprócz tego nazywa wraz z siostrą kolory i uwaga: potrafi z moją niewielką pomocą powiedzieć alfabet. Ha! Ależ pękam z dumy
. A tak poważnie to faktycznie ów alfabet recytuje, a co więcej, odczytuje literki w wyrazach które są wszędzie: na płatkach, na graffiti, na wózku, w książeczce. Osobliwe to hobby jak na tak małe dziecko, przyznacie? :-) .
A ja czytam, czytam i czytam. Uwielbiam Jodi Picoult. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Polecam wszystkim mamom i oczywiście nie tylko mamom ale kobietom w szczególności. Dorotka napisała we wczorajszym wpisie o tym, że chętnie wraca do Jeżycjady. Ja również! Świat Borejków i wszystkich bohaterów tej serii jest tak piękny, mimo szaroburych czasów, w których wszystko ma miejsce, że nawet kiedy pomyślę o tamtej rzeczywistości, jakieś ciepełko mnie przyjemnie otula. Chyba dziś też zajrzę do jednej z części opowieści o Borejkach. Wiem! I może ugotuję albo upiekę coś, co mama Borejko serwowała swojej rodzinie - tu polecam “Łasuch literacki” Małgorzaty Musierowicz. Jest to zbiór przepisów na wszystkie smakowitości przygotowywane przez jej bohaterów w poszczególnych tomach “Jeżycjady”. Deserem do każdego dania jest zabawna historyjka albo przypomnienie, na jakich to uroczystościach dana potrawa pojawiła się u Borejków.
Wieczorem natomiast wybywam na babski wieczór do jakiegoś przyjemnego miejsca na kawkę, winko i potem do kina na “Ghostwritera”. Wam też życzę udanego, sobotniego wypoczynku!
P.S. Agatko JOT
, prześlij proszę mi na maila hasło do Waszego bloga bo się zagapiłam i nie poprosiłam, kiedy był na to czas. Bardzo ładnie proszę 