kuzynostwo

lipiec 27th, 2010

W zasadzie nie wiem jak ich nazwać bo kuzynostwem nie są, ponieważ zdjęcie przedstawia dzieci moje i moich kuzynek. Może ktoś zna nazwę tego stopnia pokrewieństwa? :-) Zdjęcie zostało zrobione na ostatnim naszym zjeździe rodzinnym w komplecie, bodajże 9 maja. Od lewej stoją: Kacperek, Maja, Jula, Marysia i Franio :-)

A tutaj Franio z “kuzynką” Marysią z Krakowa, która teraz pojechała na dłużej do Belgii :-). Mamy nadzieję, że czas szybko minie i już niebawem się zobaczymy!

 

tatuaż

lipiec 27th, 2010

Jakiś czas temu odwiedził nas wujek Oman i ciocia Asia. Kiedy wujek chwalił się nowym tatuażem, dzieci oniemiały, co jak się domyślacie jest rzadkością!

odpieluchowanie

lipiec 27th, 2010

Jula siusiała na nocnik już jakis czas temu ale dopiero od miesiąca w ogóle nie używa pieluch. Przyznaję, wcześniej po prostu nie chciało nam się dzieci odpieluchować ;-) . O ile nie ma problemu z Julą to jest i to ogromny  z Franiem, ponieważ z nocnika korzysta sporadycznie i po prostu, najzwyczajniej w świecie sika w majtki i nie pokusiłabym się o stwierzdenie, że mu to przeszkadza!

Jak u Was przebiegało odpieluchowywanie? Może udzielicie mi jakichś cennych rad?

krasnoludki

lipiec 27th, 2010

To był wczesny ranek, kiedy jeszcze na dworze było czym oddychać i stąd te kapturki na główkach. Tata zabrał dzieciaki w niedzielę na spacerek kiedy mama jeszcze słodko spała :-) .

Obowiązkowo odwiedzili fontannę, która jest stałym punktem naszych spacerów. Fran jest mega fanem wszelkiego rodzaju fontann.

Tu jeszcze przy swojej ulubionej fontannie:-)

 

jak przeżyć upał w mieście i nie zwariować

lipiec 27th, 2010

Oto w jaki sposób przeżyliśmy najgorętsze dni tego lata:

 

wakacje

lipiec 22nd, 2010

Tegoroczne wakacje spędziliśmy z Dziadkami, wujkiem i ciocią w Hajduszoboszlo na Węgrzech. Było pięknie i gorąco. Mieszkaliśmy w pięknej chatce z miejscem na grilla, kociołek i letnią kuchnią:

Odwiedziliśmy lokalne restauracje. Wystrój piękny, jedzenie gdzieniegdzie średnie ale też trafiliśmy na pyszną kuchnię węgierską, szkoda tylko, że w ostatni wieczór :-( .

Jula zażywała z dziadkami zdrowotnych kąpieli, Franio nie chciał za żadne skarby.

Franio najchętniej pluskał się w … brodzikach z lodowatą wodą wokół basenów ;-)

Jula wybierała częściej takie oto baseny:

A to właśnie przed super knajpą z pyysznym jedzeniem :-)

Niestety wracając, dopadła nas na granicy węgiersko-słowackiej okropna burza gradowa. Oto co padało z nieba. Bogu dzięki, że udało nam się dosłownie w ostatnich sekundach ukryć pod dachem na stacji benzynowej. Ci, którzy nie zdążyli, wrócili z albo pojechali na wakacje z porozbijanymi szybami i wgniecionymi dachami.

Dach peksy po gradobiciu na stacji beznynowej:

 

 

Dzień Dziecka i inne

czerwiec 2nd, 2010

Wczorajsze Święto Dzieciaczków godnie uczciliśmy. Rano Bąbelki były u dziadków. Kiedy wróciłam z pracy, poszliśmy na spacerek i do domu na drzemkę. Po wstaniu, na dzieci czekały prezenty i przy ich rozpakowywanu było duuużo radości. Oboje byli bardzo zaskoczeni a błysk w oczach i niepohamowana radość były po prostu bezcenne. Poszliśmy na plac zabaw i do księgarni na zabawę tamże organizowaną, Dzień Dziecka świętować.
Wieczorem Jula „sprezentowała” nam gorączkę i stan ten trwa nadal. Zobaczymy co się z tego wykluje :-/ .
Co poza tym? Ano poza tym dzieciaki skończyły okres żłobkowy i już od czerwca ne chodzą do Szkrabów. Szkoda mi okropnie bo bardzo lubili tam być i panie Anię i Agę kochali całym sercem ale niestety chorują nam ostatnio często i pobyt w Szkrabach sprowadzał się do tygodnia lub dwóch w miesiącu. Ja pracuję do 25 czerwca i potem dwa miesiące wakacji a od września Bąbelki idą do państwowego przedszkola. W związku z pobytem w domu (naszym lub dziadków)zamiast w przedszkolu oraz cudowną pogodą, która „sprzyja”pobytom na świeżym powietrzu, uruchmiam swoje zdolności animatorsko-plastyczne, tzn. MUSZĘ je uruchomić, bo wszyscy zwariujemy niebawem ;-). Poradźcie, w co Wasze pociechy w wieku 2,5 roku, chętnie się bawią lub bawiły, błagam! A, i dodajcie do tego, co Wasze dzieci chętnie jedzą bo u nas ostatnio monotematyczne Bąbelki są a nie wiem jak długo można przeżyć na samych pomidorach, zupkach pomidorowej i ogórkowej no i parówkach niestety.

jaka pogoda taki nastrój

maj 14th, 2010

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że dzieciaki są non stop chore. Anginy przeplatają się z zapaleniami krtani u Franka i katarami u obojga. Dzisiaj też kiedy F.kaszlnął kilka razy a mnie w uszach zabrzmiało to jak kaszel krtanowy, słabo mi się zrobiło. Jejku, czy to się może skończyć? Do tego pogoda sprzyja “zdrowiu” jak cholera! Wrrrrrr!!!!

długi weekend

maj 3rd, 2010

Sobotę spędziliśmy w O., trochę u siebie, troche u dziadków. W niedzielę zaś wstaliśmy rano i spontanicznie postanowiliśmy, że jedziemy do Emilki, cioci Asi i wujka Roberta, którzy spędzają długi weekend pod Jelenią Górą. Spotkaliśmy się w tymże mieście. Niestety w momencie kiedy wysiedliśmy z auta, zaczęło padać. W deszczu pozwiedzaliśmy stare miasto i poszliśmy coś zjeść.

Największą atrakcją było chodzenie po wszelkiego rodzaju murkach i gonienie gołębi :-)

W restauracji dzieci spisywały się świetnie. Atrakcją był Sprite z bąbelkami, ponieważ na codzień tego rodzaju napojów dzieci nie pijają.

No dobra… najpierw było troszkę Sprite`a a potem już samoobsługa i ulubiony soczek ;-)

Dzieciaki zajadały jakby głodzone były… ;-)

A to już cudowne, cichutkie miejsce w Dobkowie, miejscu docelowym naszej wycieczki. Niestety nie załapalismy się w tym roku na nocleg ale juz zaklepalismy miejsca na następny majowy weekend (szaleństwo!). Miejsce piękne i bezpieczne dla dzieciaków. Obok ślicznego pensjonatu, cudowny plac zabaw:

Miejsce na grilla lub ognisko:

Góra piachu z zabawkami- to jest to co Tygrysy lubią najbardziej :-)))

Widok z placu zabaw na pensjonat. Mnóstwo zieleni, spokoju i miejsc do odpoczynku przy kawce…

Jeszcze raz widok na plac zabaw:

I na rodziców, którzy spokojnie moga wypić kawkę, herbatkę i zjeść pyyyszne ciasto domowej roboty- codziennie inne podobno.

A to pensjonat od frontu :-) Pięknie było!

Wieczorem zaś odwiedzili nas wujek Oman i ciocia Asia. Super było! Wypróbowaliśmy mnóstwo nowych drinków, które zrobiła nasza nowa magiczna maszyna… ;-)

 

sezon zoologiczny otwarty

kwiecień 17th, 2010

 Tak małe dzieci, jak nasze, nie rozumieją, co się teraz dzieje. Nie znają jeszcze tak ogromnego smutku i rozpaczy, która ogarnia w obliczu tak okrutnej tragedii. Serce mi się ściska gdy pomyślę, że już za jakiś czas zrozumieją te uczucia i ich świat nie będzie już tak kolorowy jak jest teraz… .

Poszliśmy dzis z nimi do zoo. Pierwszy raz w tym sezonie. Było cudownie. Reakcje na zwierzęta, które znaja tylko z książeczek, były niesamowite.

Wypożyczyliśmy specjalny wózek aby dzieciaki mogły odpocząć pomiędzy jednymi wybiegami a drugimi.

Na pierwszy rzut poszły małpy. Piski i zachwyt były ogromne. Małpki jeszcze zamknięte, były bardzo zainteresowane dwójką ciekawskich dzieciaków.

Spełniło się marzenie Frania o spotkaniu oko w oko z “kotkiem” :-)

Goryle również zamknięte były w swoim mieszkanku więc mogliśmy je zobaczyć z bardzo bliska. Nie powiem, przeraziły nas te ogromne, monstrualne wręcz zwierzęta.

Chwila odpoczynku w powozie :-)

W naszym zoo jest kilka przefajnych i bezpiecznych placów zabaw (nie ma obawy, że w piasku znajdziemy psie fekalia ;-) ). Będziemy tam chodzić regularnie bo  miasto nie oferuje niestety placów tego typu.

Na koniec przesympatyczne żyrafy :-)